W tym samym czasie, kiedy rodzina poszukiwała Ireny Wnorowskiej, leżącą na trawniku pod blokiem nieprzytomną kobietę zauważyła jedna z tutejszych lokatorek. Bała się sprawdzić, co się stało, więc poprosiła o pomoc mieszkającą po sąsiedzku pielęgniarkę.

Teren w tym miejscu był słabo oświetlony, dlatego kobiety zabrały ze sobą latarkę. Skierowały snop światła na nieznajomą. Leżała na plecach, ręce miała bezwładnie rozrzucone, nogi zgięte. Pielęgniarka próbowała sprawdzić puls, jednak przeguby rąk były zimne, tętno niewyczuwalne. Nie było wątpliwości, że nie żyła. Jedna z kobiet natychmiast zadzwoniła na pogotowie, druga wezwała policję.

Sekcja zwłok wykazała później, że przyczyną śmierci były obrażenia (w tym najgroźniejsze – przerwanie ściany aorty), spowodowane upadkiem z dużej wysokości na twarde podłoże. Poza tym, na ciele kobiety ujawniono również inne urazy, które powstały przed upadkiem. Ich charakter wskazywał, że zostały one zadane przez tzw. osoby trzecie. Było zatem pewne, że doszło do zabójstwa.

Kilka minut po wezwaniu, pod blokiem pojawiła się karetka pogotowia i dwa radiowozy policyjne. Potwierdziły się wstępne przypuszczenia, że kobieta nie żyje. Najprawdopodobniej wypadła z okna. Hipotezę tę potwierdzały relacje kilku mieszkańców budynku, którzy kilkadziesiąt minut wcześniej słyszeli krzyk jakiejś kobiety. Lokator z piątego piętra dodał, że jakiś przedmiot w tym samym czasie uderzył o parapet jego okna.

Co zatem stało się w dziesięciopiętrowym bloku? Czy to było samobójstwo, czy nieszczęśliwy wypadek? Kim była denatka? Policja początkowo miała problem z odpowiedzią na to ostatnie pytanie, gdyż przy zmarłej nie znaleziono żadnych dokumentów. Już kilka minut później jeden z gapiów rozpoznał kobietę. Była nią Irena Wnorowska, właścicielka dwupokojowego mieszkania na siódmym piętrze. Mieszkała tutaj w przeszłości, ale od kilku lat wynajmowała lokal i sąsiedzi widywali ją rzadko. Co zatem robiła w tym miejscu w ów listopadowy wieczór?

Chcąc odpowiedzieć na to pytanie, śledczy złożyli wizytę we wskazanym mieszkaniu. Drzwi otworzył mężczyzna w średnim wieku. Jak zeznał potem jeden z policjantów:

– Od początku nie zrobił na nas dobrego wrażenia. Miał skaleczony policzek, jakby podrapał go kot. Zauważyłem, że był zdenerwowany. Trzęsły mu się ręce, gdy odpowiadał na nasze pytania. Robił wrażenie niezorientowanego w sytuacji, choć mnóstwo gapiów i mundurowych już było przed blokiem i trudno było przez okno mieszkania nie zauważyć błyskających świateł radiowozu.

Lokatorzy z piekła rodem cz.5

Facebook Comments
  • Lokatorzy z piekła rodem

    Lokatorzy z piekła rodem cz.3

    Tego samego popołudnia dyżurny komendy w C. odebrał zgłoszenie od jednego z mieszkańców dz…
  • Lokatorzy z piekła rodem

    Lokatorzy z piekła rodem cz.5

    Policjanci zaczęli rozpytywać go o właścicielkę mieszkania. Początkowo odpowiadał trochę n…
  • Lokatorzy z piekła rodem

    Lokatorzy z piekła rodem cz.6

    Marcin Kotarski, który jako ostatni widział żywą Irenę Wnorowską, był pierwszym i jedynym …
Załaduj więcej podobnych artykułów
  • Jak wygląda wulkanizacja opon

    Na czym polega wulkanizacja opon? Co musimy wiedzieć o oponach? Opony pojawiły się rzeczyw…
  • Ubezpieczenie odpowiedzialności zarządu

    Czym jest ubezpieczenie odpowiedzialności zarządu? Kto objęty jest ochroną? Jeśli chodzi o…
  • Dioptromierz

     Profesjonalne urządzenie, które jest niezbędnym elementem wyposażenia każdego warsztatu o…
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Aktualności
Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Sprawdź też

Jak wygląda wulkanizacja opon

Na czym polega wulkanizacja opon? Co musimy wiedzieć o oponach? Opony pojawiły się rzeczyw…