Moda ze łzami w tle

Pierwszym pokazem, jaki Simons zobaczył w życiu, byl pokaz Martina Margieli. Odbył się na placu zabaw w dzielnicy Paryża zamieszkanej przez ciemnoskórych emigrantów, a miejscowe dzieciaki biegały pomiędzy modelkami prezentującymi kolekcję. Kiedy się skończył, polowa gości płakała ze wzruszenia. Ten widok zmienił życie Rafa Simonsa. „To był dzień, w którym zrozumiałem, że moda może być jednocześnie konceptualna i intelektualna, że może mieć związek z pewnymi socjologicznymi i psychologicznymi zachowaniami” – wyznał w jednym z wywiadów.

W 6-tysięcznym Neerpelt w Belgii, gdzie się wychował (w rodzinie sprzątaczki i wojskowego), nikt nie mówił o modzie. „Nie mam żadnej modowej przeszłości” – mówił Raf Simons w jednym z wywiadów. „Czasem słyszę historie w stylu: «Gdy byłem dzieckiem, bawiłem się sukienkami mojej mamy… Bla, bla, bla». Pochodzę z biednej białej rodziny. Moja mama poszła do pracy, kiedy miała 15 lat. Tata poszedł do wojska, gdy miał 17 lat. Ja w dzieciństwie bawiłem się na farmie z krowami, owcami, kurczakami i innymi dzieciakami. W szkole uczono nas łaciny, greki i matematyki. Poszedłem do collegeu, bo rodzice marzyli, żebym zdobył wyższe wykształcenie i coś osiągnął”.

Link sponsorowany: Czapki patriotyczne

Kiedy miał 16 czy 17 lat, zapragnął zająć się czymś bardziej twórczym. „Ale nie wiedziałem nawet, że istnieje coś takiego jak akademia sztuk pięknych czy szkoła modowa” – opowiadał. O miejscu, w którym dorastał, mówi: „małe, głupie miasteczko”. Nie było tam życia kulturalnego. Nie było niczego. Jedyną ucieczką była muzyka, bo miejscowy sklep sprzedawał płyty winylowe. „Czasem busem jeździliśmy na koncerty” – wspomina projektant. „Ale galerie? Instytucje kulturalne albo uczelnie artystyczne? Nigdy o nich nie słyszałem. Berlin, Londyn, Nowy Jork? O czym wy mówicie? Nie miałem o niczym pojęcia, więc podchwytywałem to, co widziałem. To były czasy bez komputerów i telefonów komórkowych. Żyliśmy w izolacji”. Od jednego z nauczycieli dostał książkę z adresami belgijskich uczelni. Na ostatniej stronie znalazł szkolę, która była niedaleko jego domu i uczyła projektowania przemysłowego oraz projektowania mebli. Złożył tam papiery.

Na czwartym roku miał odbyć dwa staże niezwiązane z projektowaniem mebli. Wybrał studio Waltera Van Beirendoncka, członka słynnej już wówczas Antwerpskiej Szóstki. Żeby dostać się do niego na staż, Simons sfabrykował portfolio, dodając do niego modowe projekty, których nigdy nie zrobił. Opłaciło się. Van Beirendonck zabierał swoich studentów na biennale do Wenecji, do Florencji i Paryża. To dzięki niemu Simons zobaczył pokaz Margieli. Ten, który zmienił całe jego życie.

Facebook Comments
Załaduj więcej podobnych artykułów
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Zdrowie i Uroda
Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Sprawdź też

Praca dla prawnika

Otwarcie zawodów prawniczych Od dłuższego czasu mamy do czynienia ze zjawiskiem tzw. otwar…