Wynajmowanie mieszkań to bardzo popularny sposób zarabiania pieniędzy. Jest mało skomplikowane, nie wymaga od wynajmującego żadnego wykształcenia, znajomości języków obcych czy szczególnych predyspozycji psychofizycznych. Potrzebne jest natomiast posiadanie wolnego mieszkania oraz umiejętności akceptacji najemcy, i to od tzw. pierwszego wejrzenia. Nie wypada bowiem odmówić zainteresowanemu wynajęcia mieszkania z powodu odmiennych zainteresowań, skłonności, wyznania, pochodzenia czy koloru skóry. Tym bardziej że wszystkie wymienione kwestie (za wyjątkiem koloru skóry) są przy pierwszym kontakcie zwykle niedostrzegalne.

Komu mieszkanie, komu?

Michał D. jak mało kto nadawał się na wynajmującego. Wykształcenie miał tak znikome, że nie warto o nim wspominać. Języków obcych nie znał żadnych, a ojczysty zresztą bardzo powierzchownie. Miał za to wolne mieszkanie po rodzicach, którzy wyprowadzili się z niego na zawsze, jedno po drugim, w odstępie zaledwie kilku miesięcy. Byli tacy, którzy twierdzili, że odeszli z tego świata ze zgryzoty nad losem jedynaka, co to w wieku czterdziestu lat nie ma pracy, żony i żadnych perspektyw. Możliwe, że mieli rację…

Michał D. miał za to z pewnością nieograniczone zdolności do akceptacji wszystkiego, co wiązało się z bez wysiłkowym zarabianiem pieniędzy. Okazał to już podczas pierwszego spotkania z zainteresowanymi wynajmem mieszkania. Nie tylko zachowanie, ale już sam wygląd potencjalnych lokatorów miał prawo wzbudzić niepokój, a przynajmniej wyostrzyć ostrożność Michała D.

Uchodźcy

Dwaj zainteresowani wynajmem mężczyźni podjęli decyzję już w przedpokoju i nie zmienili jej w żadnym z kolejno zwiedzanych pomieszczeń. Oba pokoje, a nawet miejsce z niewiadomych powodów zwane kuchnią, nadawały się bardziej do remontu niż do zamieszkania. Bezlitośnie łamaną polszczyzną oznajmili, że stan mieszkania bardzo im odpowiada, bo w nie takich warunkach przyszło im w życiu mieszkać. Na dowód swoich słów okazali dokumenty. Miały one udowodnić, że obaj uciekli z kraju ogarniętego wojną, gdzie kamień na kamieniu nie pozostał i mieszkanie Michała D. jest dla nich synonimem luksusu.

Polecamy: Detektyw Promesa Rzeszów

Panowie uchodźcy cerę mieli śniadą. Dokumenty dla odmiany śnieżnobiałe i świeżo wydane przez jakiś polski urząd do spraw… Michał D. nie doczytał do jakich, bo na dokumentach się nie znał, a do urzędów, podobnie jak do czytania, miał szczerą awersję. Uchodźcy straszliwie kaleczyli polszczyznę, a to, że udało im się z Michałem D. porozumieć, tłumaczyć należy ich wymowną gestykulacją, a jeszcze bardziej zasobnością ich portfeli. Zapłacili bowiem za rok z góry, o czym Michał D. nawet nie marzył. Tłumaczyli to tym, że często podróżują i zorganizowanie następnego spotkania z tak przemiłym właścicielem mieszkania, jakim jest Michał D., może być niełatwe.

Nowe życie

Michał D. pieniądze przyjął i przeznaczył na zaspokojenie swoich upodobań, czyli na kobiety i alkohol. Do priorytetowych należały kobiety, na które wydawał najchętniej i najwięcej. Miał zwyczaj mawiać, że są one dla niego inwestycją opłacalną, choć niskobudżetową, a przy tym wyłącznie krótkoterminową. Na jedną kobietę wydał więcej niż na inne i chyba prze-inwestował, bo dziewczyna się zakochała. Od tego zakochania zaszła w ciążę i to taką nieodwołalną, z dwoma rozwiązaniami do wyboru: albo alimenty, albo małżeństwo. Michał D. wybrał to drugie, bo na alimenty pieniędzy nie miał, a nawet gdyby miał, to na tak abstrakcyjny cel było mu ich szkoda. Ślub się odbył. Wesele było skromne, bo Michałowi D. pieniądze już się kończyły. Na tym, co zostało, zaraz po ślubie swoją pulchną rączkę położyła ciężarna żona Julia D. Na tych powyciąganych ze ślubnych kopert zresztą też.

– Co chcesz zrobić z tymi pieniędzmi? – spytał, przeczuwając zapowiadające się marnotrawstwo.

– Pójdą na remont mieszkania.

Młodzi po ślubie mieszkali z rodzicami Julii D. Mieszkanie było w doskonałym stanie i nie wymagało żadnego remontu. Michał D. oczekiwał zatem bardziej precyzyjnych wyjaśnień.

– Mieszkanie jest w porządku. Nie wiem, co ty chcesz remontować?

– To mieszkanie po twoich rodzicach! Chyba się zgodzisz, że przydałby się tam mały remont?

Michał D. zgodzić się nie chciał, ale musiał. Próbował jednak nieudolnie piętrzyć przeszkody.

– Ale to mieszkanie jest przecież wynajęte! Mieszka tam tych dwóch!

– No właśnie! Powinni się wyprowadzić! Przecież już nie płacą! Załatw to jak najszybciej!

Rzeczywiście roczny okres, za który zapłacili cudzoziemcy, już minął, a najemcy nie kwapili się z wniesieniem kolejnej opłaty. Od pewnego czasu stali się nieuchwytni. Albo byli nieobecni, albo unikali Michała D., gdyż nie otwierali drzwi, gdy do nich pukał. Mogli też wyprowadzić się bez pożegnania. Należało to sprawdzić. Można to było zrobić tylko w jeden sposób.

Wszystkie części artykułu:

diamiland.pl/ryzyko-na-wynajem-cz-1

cpkrakow.pl/ryzyko-na-wynajem-cz-2

elliegoulding.pl/ryzyko-na-wynajem-cz-3

podlogidrewnianesklep.pl/ryzyko-na-wynajem-cz-4

Facebook Comments
Załaduj więcej podobnych artykułów
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Aktualności
Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Sprawdź też

Gdzie nauczyć się angielskiego we Wrocławiu?

Angielski jest już od wielu lat językiem światowym. Jego znajomość jest dla mieszkańców wi…